sobota, 3 maja 2014

Rozdział 2

Nie czuję bólu. Czuję coś znacznie gorszego. Ciemność jest wszędzie. Nie wiem gdzie jestem, kim jestem. Nie mogę myśleć, przygniata mnie z każdej strony. Nie mam nawet pojęcia ile to trwało. Wiem tylko, że potem zaczyna się robić jakby jaśniej. Ze wszystkich stron bije białe światło. Nagle przede mną pojawia się jakaś postać. Wydaje jakby płynąć i latać jednocześnie. W końcu, kiedy się do mnie zbliża, widzę jej twarz. Dziadku? Widzę dokładnie jego zmarszczki wokół niebieskich, wesołych oczu, bliznę na policzku. Próbuję wyciągnąć do niego rękę. On tylko uśmiecha się do mnie i powoli zaczyna znikać.Wyrywam się w jego stronę, płaczę i krzyczę. Dlaczego znów mnie opuszcza? Patrzę w pustą, powoli ciemniejącą przestrzeń. Po chwili znów pojawia się ciemność. Szczerze mówiąc wolałabym już w niej pozostać. Bólu, który przychodzi chwilę później, nie da się opisać. Czuję jakby po moim ciele rozpływała się trucizna. Może bym tak nie cierpiała, gdyby zrobiła to szybko. Ona jednak uparcie spowalnia w każdej komórce ciała. Największy ból dokucza mi w klatce piersiowej. Mam ochotę wyrwać ją sobie gołymi rękami. W końcu zaczyna jakby tężeć. Czuję się jakbym nurkowała, przygniata całe moje ciało. Potem biorę gwałtowny oddech i otwieram oczy.

Pierwsze co widzę to biały sufit i wisząca nade mną kroplówkę. Patrzę na spływający po rurce płyn i po prostu leżę. Nie chcę myśleć o tym, gdzie jestem ani dlaczego. Podoba mi się to otępienie. Niestety za chwilę przerywają go jakieś głosy. Kilka osób wparowało do sali i  pochylają się nade mną. Świecą mi czymś w oczy, wciskają jakieś przyciski. Czego ode mnie chcecie? Zostawcie mnie w spokoju.
- Sally! Kochanie!
Mama jest cała zaczerwieniona, a po jej twarzy płyną łzy.
- Masz złamane żebra i nogę, podejrzewają też wstrząs mózgu. Ale żyjesz skarbie, żyjesz - mówiąc to wybuchnęła płaczem i wtuliła się w moją rękę.
O czym ona mówi? Co się stało? Próbuję sobie coś przypomnieć, ale czuję tylko wielką pustkę. Poza tym powieki zaczynają mi strasznie ciążyć.
- Tata pojechał po Jasona do szkoły. Potem do ciebie przyjdą. Dostałaś dużo środków przeciwbólowych. Prześpij się, ja nigdzie nie idę.

Jednak, kiedy znów otwieram oczy, zobaczyłam Willa. Jego zatroskany wzrok przypomniał mi coś. Tamten dzień, imprezę u Charliego.
- O Matko! Czy ja spadałam z dachu? Ale wstyd.
- Leżysz cała połamana, w gipsie i martwisz się, że to wstyd? Chyba jednak uderzyłaś się głowę - patrzy się na mnie jak na wariatkę.
- Daj spokój. Jakim cudem to się w ogóle stało? Hmm.....a tak właściwie to jaki mamy dzisiaj dzień?
- Czternasty października.
Czternasty. Czyli leżałam tak dwa tygodnie. Spoglądam na Willa. Ściska mnie za rękę.
- A co... - zaczynam drżącym głosem, ale nie jestem w stanie dokończyć. Łzy zmoczyły mi już poduszkę.
- Twoi rodzice nie opuszczali cię nawet na chwilę - mówi - W szkole wszyscy mnie pytają jak się czujesz.
- I co im mówisz? - pytam.
Spuszcza wzrok, jakby bał mi się spojrzeć w oczy.
- Sally, wiesz, że to praktycznie niemożliwe. Spadłaś z czwartego piętra, a masz tylko złamane żebra i nogę - teraz patrzy już na mnie - To chyba cud.
- Cud, że żyję - dokańczam.
Patrzymy się na siebie w ciszy. Nikt nie musi nic dodawać. Co takiego zrobiłam, czym sobie zasłużyłam, że Bóg nie pozwolił mi odejść? Tyle niewinnych ludzi ginie codziennie w wypadkach, a ja jakimś dziwnym trafem żyję po upadku z czwartego piętra. O co tu chodzi?
- Siostra!
Do sali wchodzi Jason z tatą. Will odsuwa się ode mnie i ukradkiem wyciera łzę kawałkiem koszuli. Tata całuje mnie w czoło.
- Dobrze, że już jesteś z nami - uśmiecha się.
Potem przychodzi mama i w piątkę jemy obiad. Staramy się rozmawiać normalnie. Dowiaduję się, że moja drużyna wygrała turniej koszykówki, a nauczycielka od angielskiego jest w ciąży.
- Właśnie, a co ze szkołą? - pytam.
- Rozmawialiśmy z lekarzem - mówi mama - Normalnie wypuściliby cię do domu, kiedy kości by się trochę zrosły. Jednak biorąc pod uwagę twoją sytuację, chcą zostawić cię w szpitalu do końca rehabilitacji. Załatwiliśmy ci indywidualne nauczanie.
Tyle miesięcy w szpitalu. Chyba oszaleję.
- Przepraszam - pielęgniarka puka do drzwi - Ksiądz chciał się już zobaczyć z Sally.


Przedstawiam wam mój drugi rozdział. Wiem, że nie jest idealny, dlatego proszę was o rady w komentarzach. Postanowiłam, że posty będę dodawać w każdą sobotę. Oczywiście o ile to będzie możliwe :)

2 komentarze:

  1. Krótki, ale ciekawy :) Z pewnością czekam na następny :) Tylko mam małą radę. Postaraj się bardziej rozbudowywać zdania ;) Dłuższe lepiej się czyta i wszystko brzmi po prostu lepiej, tylko też żeby nie przesadzić potem z ich długością xd W każdym razie, życzę weny i tak jak mówiłam, czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo,ciekawy czekam na następny :)
    zapraszam do siebie
    http://andzia-o-o.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń