środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 1

Mieszkamy w czwórkę w dwupiętrowej kamienicy w Nowym Yorku. Nie mamy sąsiadów, bo nie ma tam żadnych innych mieszkań. Moja rodzina zajmuje całe drugie piętro, do którego prowadzą stare schody. To dzięki nim mam szczupłe i umięśnione nogi. Mają wysokie progi i są na tyle dziwnie ułożone, że obcy mają wrażenie, że doszli co najmniej na piąte piętro. Tak czy inaczej, w końcu docieramy do solidnych, brązowych drzwi. Kiedy je otworzymy, przeniesiemy się w inny, nowoczesny, ciepły i rodzinny świat. Mój świat. Na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że to jasny kwadrat z czterema pokojami. Wchodzimy do dużego salonu, z którego nikt nie ma ochoty wychodzić. Po lewej stronie jest wmurowany kominek, w którym wesoło strzelają płomienie. Nad paleniskiem wisi telewizor, wieczorny obiekt pożądania każdego z domowników. Obok stoi regał z książkami i rodzinnymi albumami. Nie wspomniałam jeszcze o bardzo ważnym elemencie wystroju naszego domu. Na kominku stoi rząd fotografii z różnych imprez, wakacji i pikników. Jednak to największe, najważniejsze zdjęcie zawsze stoi na środku. To mój dziadek, Henry Roselyn. Zginął w wypadku dwa lata temu. Do tej pory nie mogę się pogodzić z tym, że tak szybko od nas odszedł. Był najcieplejszą, najukochańszą, i najuczciwszą osobą, jaką kiedykolwiek znałam. Jak byłam mała, całe dnie spędzałam z nim na rybach, spacerach, naprawiając samochody czy czytając książki. Babci nie znałam, zmarła jeszcze przed moimi narodzinami. Od taty wiem, że nigdy nie przejmowała się za bardzo rodziną. Jednak od dziadka nigdy nie usłyszałam złego słowa na jej temat. Kiedy o nią pytałam, zawsze odpowiadał coś w stylu "Amanda nie była złym człowiekiem. To życie po prostu jej się nie ułożyło." Wiedziałam, że bardzo ją kochał. Tak samo jak tatę. Był dla niego oparciem w każdej, lepszej lub gorszej chwili. Uczył cierpliwości, miłości i szacunku do wszystkiego i każdego. W ten sposób tata założył rodzinę, kupił to mieszkanie. Zawsze unoszą się tu zapachy kwiatów, kawy i przygotowywanego obiadu. 
- Tom, podasz mi sól? A co myślisz o Lazurowym Wybrzeżu?
- Jak dla mnie super. Może wreszcie uda nam się wyjechać na dłużej, Wyjęłaś już mięso z lodówki? 
To moi rodzice, Sandra i Tom. Jak zwykle słuchają radia, przygotowują obiad i rozmawiają o wakacjach. Jak zwykle pogodni, uśmiechnięci, szczęśliwi. Krzątają się po kuchni, a raczej kąciku w salonie z białym meblami i hydrauliką. Moja mama jest dekoratorką wnętrz, zaprojektowała wszystko tak, że nasze mieszkanko wygląda na małą willę. Kiedyś śmialiśmy się, że...
- Ile razy ci mówiłem, żebyś nie ruszała moich gier?!
A to już Jason. Dwunastoletni, jak na mój gust trochę za nerwowy brat. A ja jestem Sally. Mam szesnaście lat, brązowe falujące włosy, niebieskie oczy i najlepszego przyjaciela, Willa. Chodzę do drugiej klasy East High School i gram w koszykówkę. Myślę, że jestem ogromną szczęściarą i w życiu spotkało mnie naprawdę wiele dobrego. Szkoda, że nie mogła tak już pozostać na zawsze. 

***

Na parkingu East High School jest już pełno samochodów i uczniów zmierzających w stronę szkoły. Dzisiaj idę razem z Willem, który bezskutecznie próbuje nauczyć mnie czegoś na sprawdzian z fizyki.
- Wiesz chociaż co to jest Newton? - pyta.
- To chyba jakaś roślina, nie? - lubię się z nim droczyć - Daj spokój, jedynka to nie koniec świata.
- Kolejna jedynka. Możesz mi wytłumaczyć jakim cudem masz piątki z chemii i matematyki, a nie możesz załapać podstaw fizyki?
- Wrodzony talent - odpowiadam z uśmiechem.
- Jakim cudem zdajesz?
- Może to mój urok osobisty.
- Z tym to się akurat zgodzę!
Nie mógł tego powiedzieć nikt inny, jak tylko Charlie, szkolny podrywacz. Dziewczyny mdleją na widok jego czarnych, kręconych włosów, zielonych oczu i dołeczków w policzkach. Mimo, że ma słabość do kobiet, to jednak nadal pozostaje dobrym kumplem. Patrzę jak chłopcy się witają. Willowi też niczego nie brakuje. Blond włosy, wesołe szare oczy, zniewalający uśmiech. Opalony i dobrze zbudowany. Przede wszystkim jest po prostu dobrym przyjacielem. Nieraz śmiałam się z nim jeżdżąc na rolkach, albo płakałam na jego piersi.
- Przyjdziecie w sobotę na moje urodziny? Rodzice zgodzili się na imprezę - mówi Charlie.
- Zgodzili się na imprezę w nowym domu? - pyta Will.
- Nie jest jeszcze wykończony, więc zawsze można coś naprawić. Nie powinno być problemów z odzyskaniem kasy - imieje się.
- Nie ma to jak ojciec prawnik. Przyjdę w sobotę, ale muszę już iść do szatni. Do zobaczenia! - krzyknęłam i pobiegłam w stronę sali gimnastycznej.

Kiedy przyjeżdżam, impreza już się rozkręciła. Przyszło wiele osób ze szkoły, parę z osiedla. Szybko odnajduję Charliego i daję mu prezent. Od razu prowadzi mnie do salonu. Wszędzie gra muzyka, wszyscy świetnie się bawią.
- Zatańczymy?
Odwracam się i widzę Willa w rozpiętej koszuli i białym podkoszulku.
- Taki przystojniak chce ze mną zatańczyć? - uśmiecham się.
Przewraca tylko oczami i ciągnie mnie w stronę tańczących osób.
- Jak się bawisz? - pyta kręcąc mną dookoła.
- Świetnie - odpowiadam - Ale Jennifer chyba nie najlepiej.
Nic nie mówi.
- Daj spokój, wiem, że ci się podoba.
- I co z tego?
- Idź do niej, też cię lubi.
- A ty?
- Ja pójdę się przewietrzyć, trochę mi się kręci  w głowie po tych tańcach. Pokaż jej klatę, może będziesz miał większe szanse.
Spogląda na mnie z politowaniem, ale idzie w stronę Jennifer.Nie kłamałam, naprawdę mam coraz większe mdłości. Wychodzę na taras na szczycie budynku. Widok zapiera dech w piersiach. Nad nami wznoszą się wysokie, szklane biurowce. W oknach odbija się zachodzące słońce. Podchodzę bliżej krawędzi. Nie ma jeszcze barierki. Spoglądam w dół na szczekającego psa. Potem podnoszę wzrok, ale coś jest nie tak. Budynki powinny przecież stać nieruchomo. Czuję tylko, że nagle zrobiło się wietrznie. A potem pochłoania mnie ciemność.


No i jest - mój pierwszy rozdział. Proszę, jeśli go czytacie, napiszcie czy wam się podoba. Będę wiedziała co ewentualnie muszę poprawić. Posty postaram się dodawać co tydzień, chociaż może to być trudne ze względu na szkołę. Na razie zostawiam was z lekturą :)

Prolog

Skok z czwartego piętra można chyba nazwać śmiercią, prawda?

Jednak to nie koniec. To dopiero początek.